Manchester City czeka na jeden z najważniejszych wyroków w historii angielskiej piłki. Niezależna komisja uznała klub za winnego niemal wszystkich zarzutów dotyczących naruszeń zasad finansowych Premier League, a teraz czeka się już tylko na wymiar kary, który może zdecydować o przyszłości dziesięciokrotnych mistrzów Anglii.
Co ustaliła niezależna komisja
Manchester City został uznany przez niezależną komisję za winnego 114 ze 115 zarzutów Premier League. Dyrektor wykonawczy Premier League Richard Masters powiedział, że orzeczenie «szczegółowo opisuje, jak klub systematycznie łamał zasady Premier League przez prawie dekadę».
W ustaleniach komisji pojawiają się określenia «zamaskowany system finansowania» oraz «fikcyjne umowy komercyjne», dzięki którym City miało sztucznie zawyżyć swoje przychody łącznie o 900 milionów funtów w latach 2009-2018. Klub od początku zaprzecza zarzutom i zapowiedział odwołanie od decyzji.
Jak surowa może być kara dla City
Choć część kibiców i mediów mówiła o bezpośredniej degradacji do Championship, najnowsze doniesienia sugerują inny scenariusz. Bezpośrednia degradacja do Championship nie wchodzi w grę, a zamiast tego klub ma otrzymać odliczenie punktowe na tyle dotkliwe, że utrzymanie w najwyższej klasie rozgrywkowej stanie się praktycznie niemożliwe. Co istotne, kara punktowa nie ograniczy się do jednego sezonu – kolejne ujemne punkty mają być rozłożone na następne rozgrywki, co oznacza, że konsekwencje będą ciągnąć się latami.
Scenariusze na stole
Wśród rozważanych sankcji mówiło się o zakazie transferowym, odjęciu punktów, relegacji, czy nawet odebraniu wszystkich zdobytych w złotej erze klubu trofeów. Jednak głosy o możliwym wyrzuceniu mistrzów Anglii aż do League Two wydają się mało prawdopodobne ze względu na ryzyko wywołania organizacyjnego chaosu.
Kiedy poznamy wyrok
Władze ligi dążą do tego, by ogłosić wymiar kary jeszcze przed rozstrzygnięciem apelacji, co powinno nastąpić najpóźniej pod koniec stycznia, a najbardziej realnym rozwiązaniem jest karna degradacja do Championship oraz dotkliwa sankcja finansowa. Osobną sprawą pozostają ewentualne roszczenia innych klubów Premier League, które czują się poszkodowane latami rywalizacji z nieuczciwie finansowanym rywalem.
Maresca prowadzi drużynę, jakby nic się nie działo
Na boisku widmo historycznej kary na razie w ogóle nie odbija się na wynikach. Manchester City rozpoczął sezon w Premier League od siedmiu zwycięstw z rzędu i jest obecnie liderem rozgrywek z przewagą trzech punktów nad Arsenalem. Najlepszym dowodem spokoju w szatni był ostatni wyjazd do Liverpoolu.
City pokonało Liverpool aż 3:0 na Anfield, a decydujący fragment meczu rozegrał się po czerwonej kartce dla Ryana Gravenbercha – w kilkunastominutowej serii trafili Erling Haaland, Jérémy Doku i Rayan Cherki. Był to pierwszy mecz drużyny po ogłoszeniu wyroku w sprawie 114 zarzutów, a wynik pokazał, że presja z zewnątrz na razie nie wpływa na jakość gry zespołu.
Co mówi sztab szkoleniowy
«Nasi zawodnicy to profesjonaliści. Wiedzą, co teraz się dzieje wokół klubu. Za bardzo się tym jednak nie przejmują» – mówił szkoleniowiec drużyny Enzo Maresca na konferencji prasowej. Trener dodał, że szatnia pozostaje zjednoczona wokół władz klubu, niezależnie od tego, co przyniesie ostateczny wyrok.
Co dalej dla City
Równolegle do sprawy dyscyplinarnej trwa bieżący sezon europejski – tego wieczoru City rozgrywa mecz Ligi Mistrzów z AEK, kontynuując walkę o awans z fazy ligowej. Klub stara się funkcjonować normalnie, mimo że nad jego głową wisi decyzja, która może zaważyć na kilku kolejnych sezonach.
Słowa premiera Wielkiej Brytanii dotyczące Manchesteru City wywołały niepokój wśród części klubów Premier League, a niektórzy działacze obawiają się możliwej politycznej ingerencji w apelację klubu. To pokazuje, jak daleko wykracza ta sprawa poza sam футбol – dotyczy już relacji władzy, pieniędzy i reputacji całej ligi.
Dla kibiców w Polsce i na świecie sprawa Manchesteru City stała się jednym z najdłużej ciągnących się wątków współczesnej piłki nożnej. Decyzja komisji, spodziewana w najbliższych miesiącach, może zmienić układ sił nie tylko w Premier League, ale i w europejskich pucharach na lata.
