Reprezentacja Polski przegrała 1:3 ze Szwecją w poniedziałkowy wieczór na Strawberry Arena w Solnej, w meczu 2. kolejki fazy grupowej Ligi Narodów UEFA. Dla drużyny Jana Urbana było to już drugie spotkanie z rzędu bez zwycięstwa w tej edycji rozgrywek, a jednocześnie powrót na stadion, na którym w marcu Polacy przegrali finał baraży o mistrzostwo świata.
Kuriozalny początek: mecz przerwany po 31 sekundach
Mecz Szwecja - Polska w Lidze Narodów przerwany już po 31 sekundach przez serpentyny rzucone na boisko z sektora polskich kibiców. Arbiter Javier Alberola Rojas zdecydował się wstrzymać grę, gdy białe wstęgi pokryły jeden z narożników boiska przy bramce broniącej Szwecji.
Na szczęście służby porządkowe uwinęły się błyskawicznie i już niespełna dwie minuty później piłkarze wrócili do gry. Spotkanie odbyło się przy niepełnych trybunach – stadion w Szwecji podczas meczu Ligi Narodów z Polską był wypełniony w 65 proc., a puste miejsca zasłonięto kotarami.
Szwedzi szybko na prowadzeniu, Szymański ratuje honor przed przerwą
Gospodarze objęli prowadzenie bardzo szybko. Już w 8. minucie na listę strzelców wpisał się Benjamin Nygren, który pokonał Marcina Bułkę strzałem głową, po wrzutce piłki w pole karne. Polacy nie złożyli jednak broni i jeszcze przed przerwą doprowadzili do wyrównania za sprawą Sebastiana Szymańskiego, co dawało nadzieję na lepszy wynik w drugiej połowie.
Niestety, po zmianie stron inicjatywę ponownie przejęli Szwedzi. W 64. minucie precyzyjnym strzałem z linii pola karnego prowadzenie Szwedom zapewnił Yasin Ayari, a osiem minut później na 3:1 wynik podwyższył Viktor Gyökeres. Dopiero w 88. minucie na boisko wszedł Robert Lewandowski, ale nie zdołał on zmienić już losów tego spotkania.
Fatalny wieczór Puchacza
Jednym z bohaterów spotkania w negatywnym sensie okazał się Tymoteusz Puchacz, wracający do kadry po dłuższej przerwie. Grający po przeciwnej stronie boiska Patrik Walemark, na co dzień piłkarz Lecha Poznań, będzie się śnić po nocach Tymoteuszowi Puchaczowi. Szwed z Lecha Poznań wystąpił przeciwko Polsce w poniedziałkowym meczu Ligi Narodów. Od początku czarował tak jak przy Bułgarskiej.
To właśnie po akcji z udziałem Walemarka Szwedzi wywalczyli sytuację, z której padł trzeci gol – wypruty z energii Puchacz po godzinie zszedł z murawy, a Walemark wkręcił Przemysława Frankowskiego i po dokładnym dośrodkowaniu zaliczył asystę przy golu Viktora Gyökeresa na 3:1.
Bilans historyczny wciąż na niekorzyść Polski
Wynik potwierdził trudną passę biało-czerwonych w starciach ze Szwedami. W statystykach ogólnych ze Szwecją Polska ma negatywny bilans 9 zwycięstw, 4 remisów i 16 porażek, strzelając im 43 gole, a tracąc 62. Co ciekawe, historia tej rywalizacji zaczęła się dla Polaków wyjątkowo dobrze, bo to Szwecja była rywalem w pierwszym zwycięstwie Polski w historii reprezentacji 28 maja 1922 roku, kiedy Polska pokonała Szwecję 2:1 w Sztokholmie, a pierwszego gola w historii kadry zdobył Józef Klotz z rzutu karnego.
Co dalej dla kadry Jana Urbana
Poniedziałkowa porażka oznacza, że Polska wciąż czeka na pierwsze zwycięstwo w tej edycji rozgrywek. Wcześniej, w sobotę, biało-czerwoni zremisowali bezbramkowo z Bośnią i Hercegowiną, a teraz po dwóch meczach Ligi Narodów reprezentacja Polski zajmuje 3. miejsce w grupie z dorobkiem zaledwie jednego punktu. Wśród ekspertów i kibiców najwięcej komentarzy wzbudziła gra defensywna, a szczególnie mecz Puchacza na lewej stronie obrony, w połączeniu z niewielkim wpływem Lewandowskiego wprowadzonego na boisko dopiero w końcówce.
Kolejne spotkania grupowe Ligi Narodów odbędą się na początku października, a kadra Jana Urbana będzie musiała szybko odrobić straty, by nie oddalić się od szczytu tabeli dywizji B. Do tego czasu selekcjoner z pewnością przeanalizuje ustawienie formacji obronnej, która w Solnej traciła kluczowe momenty meczu.
